Brak światła w czasie zimy doskwiera większości z nas. Dziś pracujemy lub uczymy się w zamkniętych, najczęściej źle oświetlonych pomieszczeniach a przez większą część dnia nie mamy kontaktu z naturalnym światłem. Dla niektórych z nas nadejście zimowych ciemności oznacza okres zmagania się z objawami tzw. depresji zimowej – zdaniem lekarzy – jednej ze współczesnych chorób cywilizacyjnych.

Choroba niedoboru światła – tak najogólniej można scharakteryzować depresję zimową. Z jej łagodnymi objawami według szacunków lekarzy spotyka się co dziesiąty z nas. – Osoby te odczuwają dyskomfort w okresie zimowym, niewymagający jednak leczenia szpitalnego – mówi dla medica.pl doktor Łukasz Święcicki z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, autor książki „Choroba afektywna sezonowa (depresja zimowa)”. Ciężkie przypadki tej choroby dotyczą trzech procent populacji i zazwyczaj wymagają leczenia szpitalnego.

Na czym polega różnica? – Podstawowym kryterium jest zaburzenie funkcjonowania. Jeżeli osoba narzeka i ma osłabioną aktywność, pomimo tego wykonuje codzienne obowiązki i uczestniczy w życiu społecznym, mamy do czynienia z depresją zimową w stanie subklinicznym. Problem pojawia się, gdy objawy są tak intensywne, że chory przestaje sobie radzić. Na przykład opuszcza zajęcia w szkole, nie chodzi do pracy, przestaje radzić sobie z podstawowymi czynnościami – wyjaśnia dr Łukasz Święcicki.

Depresja zimowa to stan, w którym działamy na zwolnionych obrotach. W czasie jej trwania możemy odczuwać znużenie, przygnębienie, brak chęci do życia, obniżenie aktywności seksualnej. Dodatkowo zwiększa się apetyt, w szczególności ochota na węglowodany. Odczuwamy senność i niechęć do aktywności fizycznej, pracy. Osoby o szczególnych skłonnościach depresyjnych mogą mieć myśli samobójcze – mówi dr Łukasz Święcicki. Mniejsze objawy, które doskwierają średnio co dziesiątemu z nas to większe prawdopodobieństwo skutecznej terapii. Leczenie ciężkich przypadków polega na intensywnym naświetlaniu i podawaniu leków przeciwdepresyjnych.

Główną przyczyną powstawania depresji zimowej to brak dostatecznej ilości światła, które przyswajamy wyłącznie przez oczy. Zwiększona skłonność do odczuwania tego schorzenia, zależy prawdopodobnie od genetycznej wrażliwości na światło receptorów siatkówki, które odpowiadają za regulacje zegara biologicznego. – Temperatura, czyli ciepła lub mroźna zima nie ma wpływu na wystąpienie depresji zimowej – tłumaczy dr Łukasz Święcicki. Dlatego wizyty w solarium nie wpłyną na poprawę naszego nastroju. Miarą sukcesu w zapobieganiu depresji zimowej, jest naświetlanie oczu światłem o wysokim natężeniu. W szpitalach stosuje się lampy do fototerapii dające jasność 10 000 luksów. Tego typu urządzenia, tzw. lampy przeciwdepresyjne możemy mieć również w domu. – Światło o tym natężeniu stosuje się tylko do naświetlaniu oczu. Nie nadaje się do pracy i oświetlenia pomieszczeń. Jest po prostu zbyt jasne – wyjaśnia dr Święcicki.

Zapobieganie depresji zimowej nie jest proste. – Jedną z najlepszych metod przeciwdziałania jest dobra ekspozycja na światło w okresie wczesnej jesieni. Polega to na naświetlaniu oczu już w okolicach października lub listopada, ewentualnie zaplanowanie wakacji do bardzo ciepłych krajów – mówi dr Święcicki. Co możemy jeszcze zrobić? Jeżeli mamy taką możliwość nasze stanowisko pracy powinniśmy przybliżyć do okna. Niestety w naszych warunkach klimatycznych intensywność światła w okresie jesienno-zimowym nie jest wystarczające, ale tego typu zamiana na pewno korzystnie wpłynie na nasz nastrój. Dlatego częste spacery, przebywanie na świeżym powietrzu, korzystanie z lamp leczniczych i przebywanie w dobrze oświetlonych pomieszczeniach – może skutecznie pomóc nam przetrwać ten mniej przyjemny dla organizmu okres, w dobrej formie.